Duński żłobek

vuggestue
0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Czy przedszkola duńskie bardzo różnią się od polskich?! Zdecydowanie tak. Podczas pobytu w Polsce wybrałam się z koleżanką do jednego z z nich, aby odebrać jej syna. Pierwsze co mnie uderzyło jak grom z jasnego nieba to KOLORY!!! Tak, właśnie kolory… w Naszych Polskich przedszkolach wszystko jest kolorowe : szafki, łazienki, sale, wszędzie jest pełno obrazków, nawet place zabaw są kolorowe… a w Danii?
No tak… Wszystko jest jakieś takie bure, szare, czasem wydawałoby się nawet brudne… no, ale cóż dzieciom to nie przeszkadza.

Jak więc wygląda duńskie przedszkole?! Uważam,że wizualnie nie wygląda najpiękniej. Mało w nim kolorów, wszystko jest jak już wspomniałam takie bure i szare. Ale wejdźmy do środka…

ZINTEGROWANE PRZEDSZKOLA:

To takie przedszkola w których możemy znaleść zarówno żłobek jak i przedszkole. Idelane rozwiązanianie jak dla mnie. Na miejsce w takim przedszkolu się czeka do roku czasu, aaale… dziecko do przedszkola zapisuje się w Danii już podczas pobytu na urlopie macierzyńskim. ( tzw: barsel. ) Każda mama, która po urlopie macierzyńskim chce wrócić do pracy w momencie gdy jej dziecko skończy 2-3 miesiące powinna zapisać dziecko do żłobka. Gdy już wybierzemy odpowiednią instytucję dla naszego dziecka. ( Polecam właśnie przedszkola zintegrowane, ponieważ po ukończeniu 3 roku życia, dziecko zmienia żłobek na przedszkole i znajduje się tak naprawde dalej w tym samym miejscu. Zmienia się tylko sala i panie przedszkolanki, które jednak zawsze można spotkać na placu zabaw. ) ale wróćmy do tematu… w momencie gdy przykładowej mamusi kończy się urlop macierzyński, dostaje ona list, że jej dziecko otrzymało miejsce w takim i takim przedszkolu. Na odpowiedz czy dane miejsce nas w dalszym ciągu interesuje mamy zazwyczaj 5 dni.

ŻŁOBEK

No i się zaczyna… nasza pociecha idzie do ŻŁOBKA. Dumni rodzice prowadzą swoją pociechę pierwszy raz do przedszkola i co… My Polacy oczywiście, zaczynamy narzekać. Jak tu brudno, szaro, ponuro…  no niestety co dla nas jest trudne do zaakceptowania dla duńczyków jest normalne, bo tam nie wygląd i ilość zabawek się liczy, a dziecko.

Czy wiecie, że w Danii już roczne dziecko dostaje do swoich maleńkich rączek łyżkę i widelec?! Oczywiście są ta specjalne małe łyżeczki i bezpieczne widelczyki. Dziecko wtedy uczy się samodzielnie jeść. Obserwuje starszych kolegów i starsze koleżanki i po kilku miesiącach nasza malutka pociecha potrafi jeść już sama :) Tak drogie mamusie 1.5 roczne dziecko potrafi jeść samo zupę. To nic, że się całe umaże, wybrudzi, wyleje na siebie pół tej zupy. To jest przecież bardzo hyggeligt…
Pani pedagog bądź pani opiekunka narobi jeszcze w tym czasie takiemu maluchowi kilka zdjęć na pamiątke.

Pamiętam mój pierwszy dzień pracy w duńskim żłobku, widziałam jak jedno dwuletnie dziecko PRÓBOWAŁO sobie SAMO zrobić kanapkę!!! Miało w ręku nóż,a pedagog się temu zwyczajnie przyglądał… Gdy chciałam mu pomóc, zostałam natychmiast skarcona. Bo przecież on jest jeszcze taki mały… jak może sobie sam robić kanapkę… pomyślałam… Jakież było moje zdziwienie gdy emocje opadły,a oczy otworzyły mi się troche bardziej. Tutaj każde dziecko miało prawo wyboru, każde mogło spróbować samo posmarować sobie chleb masłem, każde mogło wybrać z talerzyka co chciało mieć na kanapce. Pedagodzy wtedy spokojnie i uprzejmie pytali:

- Jak myślisz, z czym chciałabyś/chciałbyś zjeść kanapkę?! Przy czym nie sugerując odpowiedzi, czekaliśmy spokojnie, aż się dziecko zastanowi. (bo przecież w Danii się nikt nigdzie nie spieszy :p )
- hmmmm… z tym!!!
- Z SZYNKĄ tak?!
- tak.

Nawet w tak zwykłej rutynowej codziennej czynności jaką jest jedzenie, dziecko uczy się wielu rzeczy. Uczy się samodzielności, ma prawo wyboru.. tak, dziecko może wybrać z czym akurat ma ochotę sobie zjeść kanapkę.

Tak samo jest z obiadem… pedagog pyta, które z dzieci ma ochotę pomóc przy nakrywaniu do stołu. Zgłasza się więc 2 młodych śmiałków. Pamiętajcie, że to w dalszym ciągu jest żłobek :) Jeden układa talerzyki, drugi dajmy na to kubeczki. Wszystkie dzieci siadają do stołu, grzecznie lub mniej grzecznie… :P Gdy już nasi dzielni śmiałkowie, skończyli powierzone im zadanie, zawsze się im dziękuje :

- Jestem z Ciebie dumna, zrobiłeś to wzorowo. Spójrz, każde dziecko ma już swój talerzyk.
- Spójrz, a Ty pięknie poustawiałaś kubki, dzięki Tobie każde dziecko będzie mogło się napić. Dziękuje Wam dzieci za pomoc.

Nasi mali śmiałkowie odchodzą więc baaardzo zadowoleni i dumni z siebie. Zaczyna się obiad… Gdy już każde dziecko NAŁOŻY sobie jedzenie ( tak, dzieci przy asekuracji :p którejś z osób dorosłych nakładaja sobie same jedzenie ) . Czasami zdarzy się, że ktoreś dziecko, nie ma ochoty na to czy na tamto. Pedagog zazwyczaj mówi:

- Myślę, że najpierw powinieneś tego spróbować, zobacz wszyscy to jemy. To jest naprawde bardzo dobre.
Wtedy zazwyczaj maluch niejadek próbuje. Jednak gdy mu coś nie smakuje nikt go nie zmusza do jedzenia obiadu. Dostaje wtedy zazwyczaj coś innego, albo zabiera mu się z talerzyka to czego nie lubi. Każdy więc sobie spokojnie je. Pedagodzy tłumaczą dzieciom co jedzą, rozmawiamy też z dziecmi co będziemy robić np. po obiedzie. Jemy spokojnie, bez stresu, bez pośpiechu… bo po co… :)
Gdy WSZYSCY kończymy jeść, każde dzieciątko odnosi swój talerzyk do wózka, a resztki wyrzuca do śmieci mówiąc przy tym pięknie : DZIĘKUJĘ :)

Dzieci najmłodsze, które jeszcze nie potrafią same jeść, ani chodzić są oczywiście karmione przez jedną z opiekunek.

Kończy się pora obiadowa jest godzina mniej więcej 12. Czas na drzemkę… Dzieci idą grzecznie lub mniej grzecznie myć rączki. Zaczyna się zmiana pampersów. Najmłodsze dzieci, te do lat dwóch, śpią na dworze… Tak… dla mnie też było to straszne… przecież jest zimno. Dziecko będzie chore. Jak tak można… myślałam. I tutaj kolejny raz się zdziwiłam. Dzieci do lat 2 jak już mówiłam, śpią w specjalnych drewnianych ( brzydkich zresztą ) wózkach. I tutaj też uczą się samodzielności… Bo do tego wózka wchodzą same. 1.5 roczne maluchy biegną radośnie do swojego ”łóżka” do którego podstawiamy specjalną drabinkę i taki maluch wspina się po niej i po chwili zadowolony układa się do snu… Przypinamy go specjalnymi szelkami, aby dziecko w jakiś sposób nie wypadło, okrywamy ciepło, mówmimy dobranoc… i tyle. Dziecko samo zasypia. Nikt tu nad nim nie stoi. I tak działa RUTYNA. Dziecko potrzebuje rutyny, aby prawidłowo się rozwijać, dlatego o stałych porach jemy, wychodzimy na dwór no i o stałej porze jest też czas na sen. Oczywiście małe dzieci po kilku dobrych godzinach spędzonych w żłobku, sytym obiadku, jest zmęczone i potrzebuje snu, dlatego też nie spotkałam się raczej z tym, że dzieci miały problem z zasypianiem. Nie licząc tych najmłodszych, nowoprzybyłych maluchach, dla których trzeba poświęcić znacznie więcej czasu. Taki maluszek gdy nie chce spać bo płacze, jest zabierany z balkonu i jedna z pań usypia je standardowo bujając wózek. Dzieci spią zazwyczaj godzinę … w porywach do dwóch. Dzieci starsze od 2 lat, śpią w środku. Zamykamy rolety, układamy im ich śpiworki i maluchy wraz ze swoimi misiami układają się do snu. Puszczamy im wtedy cichutko muzykę relaksującą, aby dziecko mogło się wyciszyć i spokojnie zasnąć. W pokoju wtedy jest zazwyczaj jedna osoba, która pilnuje, aby dzieci spokojnie zasnęły. Czasem układamy się do snu z jednym z dzieci, które ma problem z zaśnięciem… i wtedy bardzo często Pani opiekunka zapada również w sen :P no, ale przecież nic się nie stało… Każdemu może się przecież zdarzyć, a to było bartdzo hyggeligt ;)

Wszystkie dzieci spią. Czas na przerwę… W pokoju dla personelu już czeka na nas gorąca kawa, owoce, bądź ciasto… Rozmawiamy sobie i się hyggamy, rozkoszując się chwilą wytchnienia :P

To narazie tyle ogólne w temacie żłobka :)

Print Friendly

9 komentarzy do “Duński żłobek

  1. Czytając wpis uważam, że nie wiesz wiele o polskich żłobkach ;) wiadomo, są różne, ale moje dziecko chodzi do żłobka od kiedy skończyło 8,5 miesiąca i też sam je, sam zasypia, pomaga mi w obowiązkach domowych :)

    • No tak sie akurat zlozylo, ze pisze jedynie o skandynawskich zlobkach. :) Dziekuje, za komentarz i zapraszam na stronke na fb

  2. Super wpis :) od razu jakoś tak zwolnił mi rytm serca w pracy… gdzie tylko pośpiech i stres ;) chętnie obejrzałabym zdjęcia takiego wózka na zewnątrz wystawionego :D pozdrawiam

    • Dziekuje. Wstawiam zdjecie do postu :) zapraszam równiez na moja strone na fb. Link mozna znalesc nizej na blogu

  3. Z wykształcenia jestem pedagogiem więc z zainteresowaniem przeczytałam artykuł. Postępowanie opiekunów bardzo mi bliskie. Jestem za takimi zasadami w wychowaniu. Często jednak w codzienności rodziców inne priorytety biorą górę. Łatwiej wyręczyć dziecko, szybciej zrobić coś samemu, czasem wydaje nam się, że jak sami zrobimy będzie lepiej. Odbieramy w ten sposób dziecku szansę na samodzielne poznanie, przećwiczenie, dokonanie wyboru, odczucie konsekwencji a co za tym idzie po prostu na swobodny rozwój :)
    Duńskim hygge zafascynowałam się czas jakiś temu i nawet napisałam na ten temat post http://och-wychowanie.blog.pl/2016/12/28/hygge-czy-to-sekret-tylko-dunskiego-szczescia/ Pozdrawiam serdecznie lub jak wolisz Hyd dig!

    • Dziekuje za bardzo interesujacy komentarz i zapraszam na moja strone na fb :) link do stronki na dole na blogu. Zapraszam ten na kolejny wpis :)

  4. Fajnie opisane. Na Islandii jest prawie tak samo. Jedyna różnica polega na tym że dzieci nie śpią na zewnątrz ale przed obiadem zawsze wychodzą na podwórko, bez względu na pogodę. No i przedszkola są raczej kolorowe, właściwie są całkowicie wytapetowane twórczością dzieciaczków.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>